PŁÓTNO - JEDWAB - ŚWIAT
Osoba Hanny Ewy Masojady to ciekawy przypadek okrężnego dotarcia
do sztuki. Jako młoda panna, mimo skłonności artystycznych, nie
szykowała się do Akademii Sztuk Pięknych. Powodem tego mogła być
młodzieńcza niepewność siebie, uległość rodzinie, respekt
oddalający ją od obrazu. Została więc rzetelnym inżynierem,
posługującym się prostszą od wahań natchnienia matematyką
wyliczeń.
Ale praktyka techniczna nie zatrzymała w niej ruchu wyobraźni,
nie zmniejszyła wrażliwości przestrzennej, ani stałej potrzeby
rysowania.
Pozostała pod władzą koloru.
I tak przez wiele lat żyjąc w rozdwojeniu pomiędzy realizmem
życia i marzeniem, praktyczną przedsiębiorczością a
niepraktyczną potrzebą oka i ręki, dojrzewała dla tej ostatniej.
Potykając się coraz częściej o naturalne ograniczenia techniki,
odważyła się wreszcie przejść do wyzwolin. Z determinacją
zwróciła się ku sztukom pięknym, a to znaczy, że zaczęła
patrzeć na świat inaczej. Zamknęła się w nowych studiach, innych
niż dotychczasowe lekturach, obserwacjach, wędrówkach po
geografii sztuki dawnej i współczesnej. Poprzedni zawód
pozostawił wszakże coś w spadku - sprawność wnikliwszej analizy,
rozumienie trzech wymiarów i uwagę dla procesu pracy i
materiałów. Początki twórcze Masojady zaczynały się od
najprostszych studiów otoczenia, tak jak oczekiwano tego w
uczelni artystycznej. Robiła to i dawniej, jak każdy wchodzący
w progi sztuki. Na pewien wstępny sposób była już więc
przygotowana do podjęcia podstawowych motywów pejzażu i
człowieka. Po tym pierwszym stadium czerpania z natury przyszedł
jednak ciąg dalszy. Zmiana szkoły i prowadzącego profesora
przesunęła jej zainteresowania na formę widzianą od innej
strony, nie gotowego wzoru do interpretacji, ale ku elementom
budowy świata materialnego, a następnie ku procesowi
autonomizowania ich w samodzielne, abstrakcyjne byty malarskie.
Taką właśnie "rzeczywistość pozarzeczywistą" widzi oko artysty
albo naukowca pod szkiełkiem mikroskopu. To nowe podejście do
obrazu świata było dla niej odkryciem dobrym.
Masojada powściągnęła swój pociąg do odwzorowywania widzianego i
zajęła się konstruowaniem tego, co niewidziane ale przeczuwane.
Pewne obrazy z serii powstałej pod ciśnieniem tego odkrycia,
przywołuje czasem i jej własną przeszłość, i obrazy Bauhausu z
ich zasadą kątów prostych, kół i elips. Ale są także i inne
płótna, prowadzone bez śladu geometrii miękką falą koloru.
Najpóźniejszym osiągnięciem Masojady, i jednocześnie tym
najtrudniejszym, są jej obrazy na płachtach jedwabiu, które
maluje - bez poprawek - szybkimi ruchami pędzla. Ta technika
malarska zakłada wyjątkowe skupienie uwagi. Ważna jest decyzja.
Choć rzecz musi wyniknąć z prób i doświadczenia, sprzyja emocji,
nie kalkulacji. Na delikatnych, półprzejrzystych płaszczyznach
rozgrywa się tutaj - jak u Japończyków, którzy są mistrzami
Hanny Ewy - szczególny popis koloru, światła i gry z
przestrzenią. Jest podobny do kameralistyki, przypomina eine
kleine Nachtmusik, ma klimat małej formy muzycznej.
Wydaje się, że malarka ciągle jeszcze szuka tej jedynej drogi,
która zamknie jej powołanie. Dzisiaj próbuje monochromu i pełnej
palety, ściszenia i nagłośnienia formy, powagi i żartu
plastycznego - z tego dopiero wybierze. Ale może być przeciwnie.
Może pozostanie poszukiwaczem z zapałem przekraczającym granice
terytoriów już rozpoznanych, dla którego liczy się przygoda
twórcza.
Czas to ujawni. Ona ten czas dobrze spożytkuje.
Danuta Wróblewska